RSS
piątek, 25 listopada 2011
Pępowinę uważam za odciętą

Długo mnie nie było, niby nie ma żadnych zmian, ale... powoli wychodzę na prostą, chyba:-) Więcej bym już nie dała rady znieść. Przygodę z miastem stołecznym uważam za zamkniętą. Z perspektywy stwierdzam, że wiele się nauczyłam i wyciągnęłam wnioski na tzw. przyszłość. Doszło do mnie, że jestem zbyt odważna, zbyt wariacka, zbyt naiwna, ot taka typowa poczcidupa. Ludzie się nie liczą ze mną, bo mam zbyt mało tupetu, żeby powiedzieć w odpowiednim momencie stanowcze NIE, ale pracuję i nad tym. Do końca za to całe zamieszanie związane z przeprowadzką, władowaniem się w dziwny układ pracowniczy, nie winię siebie, bo dotarło do mnie, że to była po raz kolejny moja ucieczka. Tym razem z domu rodzinnego, w którym po emigracji iberyjskiej zatrzymałam się nieco dłużej niż wszyscy, a w szczególności mój ojciec, by sobie tego życzyli...ale to materiał na osobny wpis, a nawet terapię u psychoanalityka.

W każdym razie żyję, pracuję, zarabiam nawet jakieś pieniądze:-), wyciszyłam się, zmieniam adres, zaczynam wierzyć, że będzie dobrze!

14:52, incazinha
Link Komentarze (7) »
sobota, 03 września 2011
Fernando Pessoa

 

Nunca desvalorizes ninguém...
Guarda cada pessoa perto do teu coração...
Porque um dia podes acordar...
E perceber que perdeste um diamante....
Enquanto estavas muito ocupado(a) coleccionando pedras.

 

Por falar em pedras...
...lembrei-me agora daquele poema lindíssimo de Fernando Pessoa que não resisto a enviar novamente (e devia ser lido todos os dias... e em voz alta, para o "ouvirmos" melhor!):
 
Posso ter defeitos, viver ansioso e ficar irritado algumas vezes,
mas não esqueço de que a minha vida é a maior empresa do mundo.
E que posso evitar que ela vá a falência.
Ser feliz é reconhecer que vale a pena viver apesar de todos os desafios, incompreensões e períodos de crise.
Ser feliz é deixar de ser vítima dos problemas e
se tornar um autor da própria história.
É atravessar desertos fora de si, mas ser capaz de encontrar
um oásis no recôndito da sua alma .
É agradecer a Deus a cada manhã pelo milagre da vida.
Ser feliz é não ter medo dos próprios sentimentos.
É saber falar de si mesmo.
É ter coragem para ouvir um 'não'.
É ter segurança para receber uma crítica, mesmo que injusta.
Pedras no caminho?
Guardo todas, um dia vou construir um castelo...

(Fernando Pessoa)
 

 
 

 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

19:33, incazinha
Link Komentarze (4) »
sobota, 27 sierpnia 2011
Falta de esperanca

E a primeira vez que estou numa situacao destas. Os dois sem emprego, numa casa onde so nos aceitam quando precisam alguma coisa, sem nenhuma alternativa.

E com toda forca que penso que fiz talvez o maior erro na minha vida quando regressei... Chegou altura para crescer e deixar os sentimentos. Ser mais fria e calculadora. Espero que ainda nao e demasiado tarde!

 

18:12, incazinha
Link Komentarze (8) »
sobota, 06 sierpnia 2011
Wakaje

Jakże zasłużony tydzień wakacji nad morzem:-) jestem bardziej w nastroju na bezludną wyspę, ale cieszę się tym co mam!

17:30, incazinha
Link Komentarze (4) »
wtorek, 02 sierpnia 2011
Jak może się w życiu popierdolić, czyli garść newsów znad Wisły

W mordę jeża...kiedy ja wreszcie zmądrzeję? Czy da się jakoś pozbyć skazy genetycznej naiwności, poczcidupstwa, ciśnienia, konieczności spróbowania jak najwięcej...

Mój mąż, bogatszy i starszy o 9 lat tzw. życiowej mądrości jak zwykle śmieje się ze mnie, kiwa głową i powtarza "Inka, Inka..." na szczęście nie kończy "a nie mówiłem..." , ale to pewnie tylko dlatego, że po portugalsku mają inne powiedzonko na okoliczność kurewsko beznadziejnej sytuacji...

Nie chce mi się opisywać ostatnich dwóch beznadziejnych tygodni, doświadczenia otchłani czarnej dupy, wycieńczenia psycho-somatycznego, pracy po 14 godzin na dobę...po co? Najważniesze, że się "wypisałam" i jest mi lżej!

Już wiem, że wielkie miasto zbyt mnie przytłacza, przeszkadza powierzchowność ludzkich kontaktów, co ciekawe, tu prawie nikt nie patrzy sobie w oczy... wiem też, że szanuję i kocham naród portugalski, a najbardziej mojego męża, ale nie zamierzam mieć nic wspólnego z tą nacją w najbliższej przyszłości, poza rodziną...

Korci mnie jak cholera, żeby im przetłumaczyć jak najwierniej tekst:"więc zostańcie z bogiem, ja ruszam..." i jak znam życie i siebie, to wkrótce im to zaśpiewam :-)

 

19:24, incazinha
Link Komentarze (5) »
niedziela, 31 lipca 2011
Catia Sofia

Mamy nowego człowieka w rodzinie: Catia Sofia :-) przyszła na świat dzisiaj o godz. 4.06. Wielka szkoda, że nie mogę Cię przytulić... dzieli nas 3000 km. Witaj Mała :-) rozgość się na tym świecie.

 

15:24, incazinha
Link Komentarze (2) »
czwartek, 14 lipca 2011
Męska przyjaźń

Chyba właśnie jej najbardziej facetom zazdroszczę! Prostych do bólu relacji z drugim człowiekiem, bez lukru, fochów, manifestacji. Jak trzeba to dać w mordę, pić bez zbędnych słów, nie czepiać się i wyjść poza własne ja, żeby drugiego ludzia zrozumieć, a nie oceniać przez pryzmat własnego ego.

Oni to mimo wszystko potrafią lepiej...

Dlatego, postanowiłam nie udowadniać nikomu, że nie jestem wielbłądem, nie tłumaczyć i przepraszać, że żyję...

Życie samo zweryfikuje, a kto ma mi w drodze towarzyszyć, ten będzie.

Nic na siłę, bez żadnego żalu!

18:37, incazinha
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 04 lipca 2011
Urodzony 4 lipca

Cztery lata temu, o 16:45 czasu południowego, w szpitalu Św. Marka przyszedł na świat Mały Książę. Spojrzał na mnie szaro-brązowo-mądrze prosto w oczy, przestał płakać, a ja... do końca życia nie zapomnę tego uczucia! Kocham go co dzień mocniej, aż się dziwię, że jeszcze mocniej można!

Dobrego życia Synku :-)

Mama (zwana także Mamutką)

16:34, incazinha
Link Komentarze (2) »
sobota, 18 czerwca 2011
Wiadomo-żyć niełatwo w wielkim mieście

Tak jak przypuszczałam...trochę do dupy ta Warszawa!

00:26, incazinha
Link Komentarze (3) »
piątek, 10 czerwca 2011
Moja Lisbon Story

Moja Lisbon Story trwa 12 lat, a wczoraj minęło 8 od wypowiedzenia (nie)sakramentalnego TAK, tam gdzie kończy się Europa (a może zaczyna), podają najlepszą kawę na świecie i gdzie zostawiłam kawałek siebie.

W wirze nie najłatwiejszego ostatnimi czasy życia, zapomniałam jak niesamowita jest ta moja historia... Wszystko zaczęło się od seansu filmowego w Pałacowym, z wypiekami na twarzy pobiegłam do pobliskiego Empiku kupić płytę Madredeus, a słuchając jej myślałam "co to do cholery za dziwny jezyk ten portugalski"... śmieszne, teraz nawet śni mi się w języku wielkich odkrywców, a także przeklina najwyborniej. Ale ja przecież nie o lingwistyce miałam tutaj skrobać...

A więc inkowa lizbon story... na pewno miłość, bo inaczej po co się tak męczyć... palmy i wino w tle, no i ta muza, od której wszystko się zaczęło... jest taka piosenka, wyjątkowa, słowa też

ES O RAIO DA LUZ NA MINHA VIDA, UM PEQUENO E BOM RAIO DA LUZ...

No więc bądźmy dla siebie światłem, na resztę wspólnego życia.

22:50, incazinha
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2